Przełom października i listopada to dla wielu kierowców jedyny w roku dłuższy wyjazd poza utarte trasy. Rodzinne groby rzadko leżą tam, gdzie się mieszka, więc trzeba pokonać kilkaset kilometrów, często z pełnym autem, w pogodzie, która potrafi zmienić się w ciągu godziny. Przygotowanie samochodu i planu podróży zajmuje jedno popołudnie, a oszczędza sporo nerwów już na miejscu.
Auto na pierwszy chłód
Opony to punkt pierwszy, bo mieszanka letnia twardnieje wraz ze spadkiem temperatury i przy kilku stopniach powyżej zera ma wyraźnie gorszą przyczepność, zwłaszcza na mokrej nawierzchni. Listopadowy poranek z szronem na poboczu bywa pierwszym realnym testem tego, czy wymiana została zrobiona na czas. Przy okazji warto sprawdzić ciśnienie, bo spada ono wraz z temperaturą, a auto obciążone ludźmi i bagażem reaguje na niedopompowane koła dużo gorzej niż puste.
Drugi punkt to widoczność. Zimowy płyn do spryskiwaczy zamiast letniego, sprawne wycieraczki i czyste reflektory decydują o tym, czy w mżawce widać cokolwiek poza rozmazanym światłem z naprzeciwka. Po powrocie czasu zimowego zmierzch zapada wyraźnie wcześniej, więc droga powrotna z cmentarza niemal zawsze odbywa się już po ciemku. Warto też przetrzeć od środka szyby, bo w wilgotne dni parują natychmiast, gdy do auta wsiądzie kilka osób w mokrych kurtkach.
Kiedy naprawdę wyjechać
Ruch w tym okresie rozkłada się przewidywalnie: największe natężenie przypada na dzień świąteczny w godzinach przedpołudniowych oraz wczesnym popołudniem, gdy jedni już wracają, a drudzy dopiero jadą. Wyjazd bardzo wcześnie rano albo przesunięcie wizyty na dzień poprzedzający pozwala ominąć zarówno korki na wylotówkach, jak i walkę o miejsce parkingowe pod cmentarzem.
Kierowcom ciężarówek dochodzi jeszcze jedna zmienna. W dni ustawowo wolne od pracy obowiązuje w Polsce zakaz ruchu pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej dwunastu ton, co do zasady od ósmej rano do dwudziestej drugiej, a w dniu poprzedzającym takie święto od osiemnastej do dwudziestej drugiej. Wyłączenia obejmują między innymi przewóz towarów szybko psujących się, leków, paliw i żywych zwierząt oraz powroty pojazdów z tras międzynarodowych. Dla kierowcy osobówki oznacza to tyle, że na drogach krajowych będzie zauważalnie mniej ciężkiego transportu, ale za to znacznie więcej aut osobowych niż w zwykły weekend.
Jak przewieźć znicze i kwiaty, żeby nic się nie wylało
Bagażnik po takim wyjeździe bywa najbardziej poszkodowanym elementem auta. Kilka prostych zasad załatwia sprawę.
- Znicze wozić w kartonie z przegrodami albo w skrzynce, zawsze w pozycji pionowej; wkłady olejowe przewrócone na boku wylewają się i zostawiają tłustą plamę na wykładzinie.
- Kwiaty w doniczkach wstawić do wiadra lub skrzynki, żeby ziemia nie rozsypała się przy hamowaniu.
- Ciężkie wiadra z wodą, konewki i narzędzia ustawić przy oparciu tylnej kanapy, nie przy klapie; w razie gwałtownego hamowania mają wtedy krótszą drogę rozpędu.
- Nigdy nie kłaść luźnych przedmiotów na półce ani na tylnym siedzeniu, jeśli jadą tam pasażerowie.
- Zapalonego znicza nie przewozi się w aucie nawet na krótkim odcinku, bo płomień w zamkniętej przestrzeni to ryzyko, którego nie kompensuje żadna oszczędność czasu.
Parkowanie pod cmentarzem
W dużych miastach na czas Wszystkich Świętych zmienia się organizacja ruchu wokół największych nekropolii: pojawiają się jednokierunkowe objazdy, zakazy zatrzymywania na dojazdach i wyznaczone parkingi tymczasowe, a komunikacja miejska uruchamia dodatkowe linie cmentarne. Sprawdzenie komunikatu miejskiego przed wyjazdem zajmuje moment, a pozwala uniknąć krążenia w tłoku i mandatu za postój w miejscu, które przez resztę roku jest legalne.
Warto też przyjąć zasadę, że lepiej zaparkować dalej i przejść kilkaset metrów, niż stać w kolejce do najbliższej bramy. Auto zostawione na trawiastym poboczu po deszczu bywa potem kłopotem samym w sobie, zwłaszcza w aucie z napędem na jedną oś i letnimi oponami.
Powrót po ciemku
Droga powrotna bywa trudniejsza od porannej, choć wygląda na łatwiejszą, bo trasa jest już znana. Po całym dniu na nogach, w chłodzie, przy nagrzanej nawiewem kabinie senność przychodzi szybciej niż zwykle, a listopadowe mgły nad polami potrafią zredukować widoczność na kilkuset metrach odcinka. W takich warunkach światła przeciwmgłowe tylne włącza się tylko wtedy, gdy widoczność faktycznie spada poniżej pięćdziesięciu metrów, bo przy normalnej pogodzie oślepiają jadących z tyłu.
Najprostsze zabezpieczenie to przerwa. Kwadrans postoju, kawa i krótki spacer wokół auta działają lepiej niż otwarte okno i głośniejsze radio, które dają tylko złudzenie pobudzenia. Jeśli w aucie jest drugi kierowca, zamiana za kierownicą po pierwszej setce kilometrów zajmuje pięć minut, a realnie zmienia bezpieczeństwo całej trasy.
Krótka lista przed wyjazdem
Poziom paliwa uzupełniony przed wyjazdem, a nie po drodze, bo stacje przy trasach wylotowych w ten weekend pracują na granicy wydolności. Płyn chłodniczy i olej sprawdzone na zimnym silniku. Skrobaczka i rękawice w schowku, bo poranny szron wraca w tym okresie regularnie. Naładowany telefon i ładowarka, skoro to on zwykle pełni rolę nawigacji. Do tego znicze, wkłady i zapalniczka spakowane dzień wcześniej, żeby nie okazało się przy bramie, że cały komplet został na stole w kuchni.
